Life isn't fair, but it's still good.
Regina Brett

12.01.2015

Ignoruj otaczające cię głosy. Różni ludzie będą potrząsać szklaną kulą ze sztucznym śniegiem, w której mieści się twój świat. Wystarcza krytyczna uwaga, złośliwa plotka, zatrzaśnięte drzwi, a wokół ciebie zaczynają wirować białe płatki. Zachowaj spokój, wycisz się. Pozwól im wirować. W końcu opadną i odkryjesz, że skarb w twojej kuli pozostał nienaruszony.
Regina Brett

Z pewnością nie istnieje na świecie osoba, która z ręką na sercu stwierdziłaby Nie interesuje mnie, co myślą o mnie inni. Niezależnie od tego, kim jesteśmy, i czym zajmujemy się na co dzień, zdanie innych ludzi (np. rodziny, bliższych znajomych) się dla nas liczy. Gorzej, jeśli zaczynamy sugerować się aż za bardzo...
Heart.
Priscila Tonon (Flickr)
Jeszcze sześć, pięć lat temu było dla mnie kluczowe, co myślą o mnie inni i decydowało to o moim być albo nie być. Nie akceptowałam siebie. Byłam zakompleksioną nastolatką, która uwielbiała pielęgnować wszystkie swoje słabsze strony i nie dostrzegać żadnych zalet. Brakowało mi pewności siebie. Brakowało mi dystansu, przez co pozwalałam na to, aby opinie innych wpływały na moją samoocenę. Byłam uzależniona od nieprzychylnych wypowiedzi. Przez głupie uwagi usłyszane albo przekazane czułam się niewartościowym człowiekiem. Na szczęście nie trwało to zbyt długo...
Cztery lata temu rozpoczęła się moja wewnętrzna przemiana, na co złożyło się wiele rzeczy. Powoli dystansowałam się do tego, co mówią o mnie inni. Wszystkie uwagi brałam pod lupę. Zastanawiałam się, co mogło być nie tak, że ktoś powiedział to, czy tamto. Gdy uwaga nie miała żadnego pokrycia z rzeczywistością, rzucałam ją po prostu w niepamięć. Przestawiłam się na zdrową samokrytykę. Nabrałam dystansu do siebie i nauczyłam się z siebie śmiać. Z dostrzeganiem swoich mocnych stron i atutów szło mi znacznie gorzej, ale jak to mówią Nie od razu Rzym zbudowano.
A jak jest teraz? Przede wszystkim swoją samoocenę wystawiam sobie sama, analizując swoje błędy i decyzje. Słucham uwag, ale wyłącznie osób, których zdanie się dla mnie liczy i wiem, że robią to dla mojego dobra. A co z moimi kompleksami? Mam je nadal. Jednak nie stanowią dla mnie przeszkody. Są wyłącznie impulsem do działań, dokonywania w sobie kolejnych pozytywnych zmian.
Kończąc, mogę rzec, że udało mi się polubić siebie.

12 komentarzy:

  1. Ten cytat Reginy Brett jest ..taki życiowy. Daje do myślenia. Myślę nawet, że warto go zapamiętać. Jeśli chodzi o zdania innych ludzi na nasz temat (troszkę nawet mój wpis jest na ten temat) to powiem Ci, że są napewno konkretne osoby, którymi się przejmujemy, a dokładniej ich zdaniem na nasz temat. Jednakże ja osobiście znajomymi się nie przejmuje. Wiesz...jeszcze dwa lata temu również miałam sporo kompleksów i chcąc, nie chcąc muszę powiedzieć, że pozbyłam się ich dzięki swojej pierwszej miłości. I za to zawsze będę mu wdzięczna, że...odkrył we mnie kobietę :) i za pewność siebie, którą zyskałam dzięki nie mu. Jednakże mam do Ciebie hmm szacunek i duży plus zyskałaś u mnie, że sama nabrałaś do tego wszystkiego dystansu i zrozumiałaś, że nie zawsze ludzie mówią prawdę.
    PS miałaś szczęście, że tu byłam, Głupolu ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam dokładnie, jak u mnie zaczęło się "naprawiać" z tymi kompleksami. Po prostu stwierdziłam - są rzeczy, na które mam wpływ i mogę zmienić, a z resztą trzeba się pogodzić. Ale masz rację, miłość też ma swoje "zbawienne działanie". Mimo że akceptowałam siebie, tak naprawdę dopiero w relacji damsko-męskiej zaczęłam czuć się kobietą, na którą może ktoś zwrócić uwagę. I było to bardzo miłe :)
      PS Dziękuję :*

      Usuń
    2. Wiesz, większy plus ma osoba, która sama się upora ze swoimi kompleksami według mojej oceny ;) Powiem skromnie :*
      PS nie ma sprawy ;*

      Usuń
  2. Ja niestety też często przejmuję się zdaniem innych...parę razy słyszałam niemiłe epitety na swój temat i zdecydowanie nie należy to do najmilszych przeżyć...
    Cieszę się, że Tobie udało się polubić siebie, mam nadzieję, że mi z czasem także się to uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością posiadasz niejedną pozytywną cechę, za którą możesz się polubić / pokochać. Spróbuj je w sobie odkryć. Nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe.
      Życzę Ci wiary w siebie, dużo uśmiechu i chęci do działania. Mam nadzieję, że wkrótce napiszesz, że udało Ci się polubić / pokochać siebie :)

      Usuń
  3. jeej, jak fajnie :) ja też parę lat temu byłam bardzo uzależniona od opinii innych, a co gorsza, zawsze słyszałam i brałam sobie do serca krytykę, a komplementy i pochwały puszczałam mimo uszu.. dobrze, że teraz doceniamy i lubimy siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazwyczaj nie brałam do siebie tego co mówią o mnie inni. Lecz zdarzyło się coś... Zbiegło tak w czasie, że uwierzyłam w słowa powtarzane, przez kilka nieznających siebie osób. Było to bardzo bolesne. Dlatego,że było ich kilku i powtarzali jedno i to samo chcąc coś osiągnąć... Przez krótki moment uwierzyłam im, bardzo dobrze,że prędko zrozumiałam,że tak nie jest. I teraz też mam w dupie to co kto myśli, robię swoje i najlepiej wiem jaka jestem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zaczynam ten proces przestawania przejmowania się opinią innych. Mam nadzieję,że dojdę do takiego stanu jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. miłość leczy z kompleksów i złych nawyków. Kiedyś też się tak wszystkim przejmowałam, a teraz olewam, jedyną osobą która ma jakiś wpływ na mnie jest mój chłopak. Przynajmniej mam pewność, że to szczerość a nie jakieś inne nie-wiadomo-co.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście, że najważniejsze to polubić siebie. W końcu z nikim innym nie spędzisz w życiu tyle czasu, co ze sobą ;) Opinia innych ludzi zawsze będzie dla nas istotna, ale nie może być najistotniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że bierzesz sprawy w swoje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja coraz mniej przejmuje się opinią innych. Ważne to zaakceptować siebie, ale ciągle pracować nad sobą ;)

    OdpowiedzUsuń