Life isn't fair, but it's still good.
Regina Brett

30.05.2015

Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy:
cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się — ze wszystkich sił — tego, czego pragnie.
Paulo Coelho "Piąta góra"

Dla rodziców dziećmi jesteśmy zawsze, niezależnie od tego, ile już zdążyliśmy zdmuchnąć świeczek na urodzinowym torcie. Mimo że okres dzieciństwa mam już kilka lat za sobą, a moje lalki i maskotki gnieżdżą się w pudełkach na strychu, chętnie wracam do tamtych wspomnień. Do wydarzeń, kiedy wszystko było łatwiejsze, małe rzeczy sprawiały ogromną radość i nikt nie martwił się tym, co będzie jutro. Mimo że każdy z nas był dzieckiem, dopiero jako dorosłe osoby potrafimy czerpać wiedzę z dziecięcej mądrości. I to zazwyczaj, nie ze swojej, ale od dzieci, które spotykamy na co dzień.
Niespełna rok temu byłam wolontariuszką w szpitalu na oddziale pediatrycznym. Nie był to zwykły oddział, na którym dzieci chorują przez kilka, kilkanaście dni, a potem zdrowe i w pełni sił wracają do domów z rodzicami. Pomagałam na oddziale onkologicznym. Kilkanaście dzieci chorujących na nowotwory. Kroplówki, pompy, wkłucia. Dzieci bez włosów albo z pojedynczymi kosmykami na głowie. Od razu nasuwa się szary, ponury obrazek dzieci, które cierpią i nie ma w nich radości.
Pamiętam, kiedy przekraczałam próg tego oddziału. Nie wiedziałam, jak zareaguję. Obawiałam się, że zobaczę małych pacjentów, rozpłaczę się i wyjdę. Jednak zostałam i to, co ujrzałam, przerosło moje wyobrażenia o takim oddziale. Nie ujrzałam ponurego obrazka. Spotkałam cudownych małych pacjentow, od których promieniała niezwykła radość. Cieszyły się na widok wolontariuszy. Z chęcią włączały się w zabawę i zajęcia, niezależnie od tego, czy mogły chodzić, czy musiały pozostać w łóżkach pod kroplówką. Nie widziałam w nich bólu i cierpienia, które z pewnością im towarzyszą. Nie zastanawiały się, co będzie jutro. Czerpały radość z tego, co jest tu i teraz. O tych uśmiechniętych buźkach nie zapominałam, wychodząc z oddziału.
Od dzieci można się wiele nauczyć. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego dzieci potrafią z pewnego rodzaju pokorą przyjąć chorobę i dalej z nią żyć, kiedy nam, ludziom dorosłym, zazwyczaj zawala się cały świat, gdy usłyszymy źle rokującą diagnozę. Doszłam do wniosku, że dorosłym trudniej jest pogodzić się z chorobą, bo więcej wiedzą. Dostrzegają, ile rzeczy chcieliby jeszcze zrobić, ile życiowych szans mogliby wykorzystać, ile planów czeka na realizację. Zdarza się, że na czas choroby odkładają pudełko z marzeniami na górną półkę. Zamartwiają się, że potem nie dają rady po nie sięgnąć zamiast cieszyć się z tego, co jest tu i teraz albo postawić sobie drabinę. Dzieci mają tyle szczęścia, że nie są skażone myśleniem o przyszłości. Każdy dzień z życia dziecka to przede wszystkim okazja do poznawania świata. Czerpania radości z odkrywania nowych smaków, zapachów, dźwięków. Szkoda, że z chwilą wkroczenia w dorosłosć przestajemy tacy być.

Z okazji Dnia Dziecka życzę wszystkim dzieciom - tym małym i tym większym, aby zawsze czuły się kochane, nie zapominały, że są wyjątkowe, a swoją radością i uśmiechem zarażały każdego. Nam, dorosłym, życzę, abyśmy odkrywalili w sobie takie radosne dziecko, nie tylko pierwszego czerwca :)

Z czeluści Internetu
Zostałam nominowana do udzielenia odpowiedzi na kilkanaście pytań. Zainteresowanych zapraszam do przeczytania: <klik>

26 komentarzy:

  1. To, co napisałaś...jest bardzo prawdziwe i piękne. To od tych dzieci powinniśmy nauczyć cię czerpać z życia jak najwięcej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Zaskoczyłaś mnie szybkością napisania komentarza! ;)

      Usuń
    2. Haha, po prostu głupi ma szczęście. Byłam u siebie - gdy nagle zobaczyłam, że 19 sekund temu dodałaś wpis, więc jestem :)

      Usuń
    3. Nie pomyślałam tak o Tobie :P

      Usuń
    4. Wiem! :> Tak się mówi po prostu ;p

      Usuń
  2. Choroba zawsze nas zmienia bez względu czy mamy 5 lat czy 50

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda. Dzieci mają w sobie mnóstwo radości, potrafią zachwycać i dziwić się światem. Ale one po prostu nie muszą się martwić aż tak bardzo. Przyszłość jest dla nich tak odległa... Sama z powodu choroby (innego typu) nie wiem, co z moją przyszłością. Jako dziecko też o tym nie myślałam. Mam marzenia, a nie wiem, jak je zrealizować.

    Starajmy się mieć trochę z dziecka... każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  4. dzieci są mega szczere i to chyba najbardziej w nich lubię :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieci to dzieci. Ich rozumowanie nie jest takie jak dorosłych. Skąd bieda, skoro w sklepie można kupić jedzenie? Ich logika jest prosta i bardzo naiwna. My "dorośli" więcej jednak myślimy.
    A chore dzieci, nie potrafiłabym przy nich pracować. Jestem wówczas zbyt wrażliwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja właśnie nie lubię wracać do dzieciństwa, za dużo krzyków, płaczu oraz przemocy w nim było..

    Słyszałam, że Berlin jest naprawdę super miastem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama pracowałam właśnie z chorymi dziećmi, na onkologii, jeszcze na studiach. Ale jak mam być szczera...wiem, że dzieci są wspaniałe. Wiem, że bywają niesamowite, dzielne i inaczej patrzą na świat. Ale jakoś wolałam zawsze swoich starszych pacjentów.Od nich tak samo, zawsze się wiele uczyłam. Zwłaszcza od pacjentów umierających...co może niektórych nieraz dziwi. Ale ty to akurat zrozumiesz na pewno:)
    Jest tylko parę dzieci, z którymi lubię przebywać, jak chory na zespól Aspergera syn mojego nieżyjącego przyjaciela, który naprawdę niesamowicie postrzega świat. Ale najważniejsze, to umieć nieraz przejąć tą dziecięcą perspektywę i...swoją własną umieć zatrzymać w sobie właśnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzieci są wyjątkowymi istotami, bo zdają się nie bać śmierci, być jej nieświadome. Nazywam to odpowiedzialną niewiedzą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie to ujęłaś. Czasem chciałabym być dzieckiem by nie myśleć jak dorosły choc po Twoich słowach jakoś dziwnie mam wrażenie ze chyba nigdy nie byłam tak na prawdę dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Łezka mi się w oku zakrecila

    OdpowiedzUsuń
  11. Wzruszyłaś mnie tym postem... kochane dzieci po prostu mimo bólu jakiego doświadczają potrafią się szczerze uśmiechnąć, przytulić, pokochać...

    OdpowiedzUsuń
  12. Zabrakło mi zupełnie słów, by cokolwiek napisać. Popłakałam się. Co ja i moje problemy... Świat tak bardzo potrzebuje miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, świat bardzo potrzebuje miłości, czasami nieudolnie o nią zabiega.
      Myślę, że Twoje problemy nie są nieistotne. Każdy z nas przechodzi mniejsze, czy większe trudności. Nie ma co porównywać, ponieważ różnimy się od siebie, mamy inne doświadczenia i przeżycia, inaczej podchodzimy do różnych kwestii.

      Usuń
  13. wow, szacun za to, że udzielałaś się w szpitalu. zaciekawiło mnie, co napisałaś o dzieciach przyjmujących chorobę z pokorą. nigdy się nad tym nie zastanawiałam... wiem za to na pewno, że ja bym fatalnie zareagowała na jakąś drastyczną diagnozę. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nic wielkiego z mojej strony. Trzeba mieć chęci, trochę czasu i pomysł na swój wolontariat. Wiedzieć, co jesteśmy w stanie dać z siebie i zacząć to robić :)

      Usuń
  14. moja mama zapomniała o dniu dziecka. zwykłe życzenia. dziękuję. dobranoc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Chciałabym znów być dzieckiem, czuć tą beztroskość, radość. Zadziwia mnie to, że chore dzieci mają w sobie tyle siły żeby być szczęśliwymi. Ale to prawda, nie zdają sobie sprawy z wielu rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo często ludzie dorośli słysząc, że zostało im już niewiele czasu, korzystają z życia. Pozwalają sobie na rzeczy, których nie zrobiliby, gdyby nie wiadomość o chorobie. To przykre, że nie robimy tego na co dzień tylko właśnie w takich krańcowych sytuacjach.
    Podziwiam ludzi, którzy biorą udział w takich przedsięwzięciach, jak Ty. Ja kiedyś byłam wolontariuszką w przedszkolu, ale myślę, że to mniejszego kalibru doświadczenie niż Twoje;)

    OdpowiedzUsuń
  17. niesamowicie piszesz <3

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Przez całe życie nosimy w sobie pierwiastek dziecka. Z roku narok jest go jednak coraz mniej. Dzieci nie przejmują się chorobami, bo nie posmakowały życia. Dla nich to coś na zasadzie: będę zdrowy, przejdzie mi, nawet jeśli diagnoza jest jednoznaczna. Dzieci mają cudowne spojrzenie na świat. W ich oczach wszystko wydaje się proste.

    OdpowiedzUsuń